Autostopowicz

Ogłoszenia towarzyskie, anonse erotyczne 24 sierpnia, 2020 Brak komentarzy

Autostopowicz

Właśnie trwała pełnia lata. Słoneczko przygrzewało, aż miło. Na niebie ani jednej chmurki. Uwielbiam taką pogodę, zatem i nie przeszkadzało wysłanie przez firmę w jakieś zadupie na Mazurach w delegację. Wsiadłem rano w służbową Octavie i z przyjemnością ruszyłem w drogę. Nawet zbytnio się nie spieszyłem, bowiem firma, do której jechałem pracowała do 14-stej, więc w tym dniu i tak niewiele bym zdziałał. Tuż przed granicą miasta zauważyłem z daleka autostopowicza usiłującego zatrzymać jakiś samochód. Nie mam zwyczaju zabierać przygodnych podróżnych – nie raz głośno było o różnych przygodach z takimi. Zresztą diabli wiedzieli, czy obok nie czai się ich jeszcze 2-3…

Wprawdzie lubię towarzystwo w podróży, ale nie za wszelką cenę. Tak, więc nawet nie zdjąłem nogi z gazu i nie zamierzałem się zatrzymywać. Jak już wspomniałem, był to już wyjazd z miasta, więc i prędkość była podróżna – tak gdzieś koło 120 km/h, zatem dość szybko zbliżyłem się do niego i?…

Wdepnąłem po hamulcach z całej siły – niewiele brakowało, a hamowałbym z piskiem opon. Na poboczu stał całkiem dobrze zbudowany blondyn w białym T-shircie i krótkich zielonych spodenkach z poliestru. – Podrzuci mnie Pan? – Wsiadaj – jak zwykle mówiłem per ty do młodszych, tym bardziej, że cholernie mi się podobał i chętnie bym zawarł bliższą znajomość z nim, a jak wiadomo, przejście na ty kruszy pierwsze lody.

Wrzucił swój plecak do bagażnika i usiadł koło mnie. Mogłem, co nieco przyjrzeć mu się. Postawny, z lekko owłosionymi nogami, w kusych wręcz spodenkach. Spodenki szczególnie mnie intrygowały, bowiem należały do tych, które nosi się bez slipów – mają wszytą wkładkę zastępującą majtki. Miałem nadzieję dojrzeć coś, ale mimo swej skąpej długości nie ukazywały nic więcej niż powinny. Zresztą, czego się mogłem spodziewać? Tak przystojny chłopak na pewno jest hetero, a nawet gdyby, to przecież nie poleci na trzydziestoparolatka. Usiadł wygodnie rozchylając swobodnie nogi, tak, więc każda zmiana biegów powodowała, że swoją ręką ocierałem o jego nogę. Nic dziwnego, iż pomimo elastycznego silnika w aucie, dość często zmieniałem biegi.

Zaczęliśmy gawędzić o wszystkim i o niczym. Gdzieś po 1,5 godzinie jazdy zapowiedziałem postój na kawę. Przy takiej pogodzie nie potrzebowałem kawy, ale chciałem jak najdłużej pobyć w jego towarzystwie, tym bardziej, iż okazał się wesołym i pogodnym facetem, z którym można pogadać. Usiedliśmy przy małym stoliku na dworcu. Usiadł vis a vis mnie wręcz rozwalając się na krzesełku. Twarz wystawił do słońca rozwalając się niemal w metalowym fotelu.

– Ubóstwiam słońce – rzekł, podwijając jednocześnie koszulkę i masując się po brzuszku. A było, na co popatrzeć – najprawdziwsza tarka! Wręcz modelowy kaloryfer na brzuszku… Moje pożądanie sięgnęło zenitu. Już wiedziałem, o kim będę marzył onanizując się wieczorem w hotelowym wyrku. Na szczęście noszę lustrzanki, więc nie był w stanie widzieć gdzie kieruję swój wzrok. Kiedy ponownie znaleźliśmy się w aucie zacząłem zabawę z biegami od nowa. Tyle mojego, co sobie poobcieram myślałem z niezadowoleniem.

Kombinowałem, jak tu rozmowę skierować na jakieś bardziej seksualne tematy, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Pomysł przyszedł w całkiem nieoczekiwanym momencie, kiedy przyznał się, że lubi podróżować autostopem, bowiem każda podróż jest inna.

– Wiesz, gdybyś zatrzymywał kobiety samotnie prowadzące auta, miałbyś szansę na przeżycie czegoś więcej – rzuciłem dwuznacznie i spojrzałem na niego z jednoznacznym uśmiechem.

– A tak to nie mam szans? – zapytał patrząc mi w oczy z dziwnym uśmiechem na twarzy. Oniemiałem. Facet proponuje czy się nabija? Nigdy nie byłem dobry w te klocki – wolałem jednoznaczne sytuacje.

– Jasne, że masz. Preferujesz starszych od siebie facetów w gajerkach i jesteś pedałem – rzuciłem z przekąsem.

– Od razu trzeba być pedałem? Lubię starszych facetów w garniturach. Wiedzą, czego chcą i wyglądają dystyngowanie. Zawsze mnie ciągnęło do towarzystwa starszych.

No i bądź mądry i pisz wiersze pomyślałem sobie. Sugeruje czy też tylko nabija się.

– Wiesz, ja wiem, czego chcę…

– To, w czym problem? – przerwał mi w pół słowa patrząc się na mnie dalej z tym samym nieodgadnionym dla mnie uśmiechem na twarzy. Świat należy do zdecydowanych, jak powiedział kiedyś ktoś sławny. Raz kozie śmierć pomyślałem.

– A ty chcesz tego samego? – spytałem, kładąc mu jednocześnie rękę na udzie.

– Już myślałem, że się nigdy nie zdecydujesz – odrzekł

– Powiedziałem, że lubię starszych facetów w gajerkach.

– Poczekaj, znajdziemy jakiś lasek. Moja ręka powoli przesuwała się po jego ciepłym udzie. Opanowałem jednak swoje rządze, aby cało dojechać do jakiegoś ustronnego miejsca. Po kilkunastu minutach jazdy znalazłem boczną dróżkę, słabo widoczną i mało używane, a po dalszych kilku minutach znaleźliśmy się w niedużym zagajniku, osłonięcie od ewentualnych wścibskich oczu.

Jego ręka przez cały czas badała moje uda, krocze. W spodniach miałem olbrzymi namiot mogący pomieścić pułk wojska. Kiedy zgasiłem silnik, jedna ręką zacząłem gmerać w jego włosach, a druga spoczęła na udzie szybko kierując się w górę, ku jego kroczu. Też miał niezły namiot. Pierwszy raz uprawiałem sex w aucie. Zawsze miałem obawy, że ktoś nas nakryje, ale tym razem pożądanie zagłuszyło wszelkie obawy. Nie wiadomo jak i kiedy pozbyliśmy się swoich ubrań, oczywiście na tyle na ile pozwalała sytuacja.

Był bardzo delikatnym kochankiem. Bacznie obserwował, jak reaguję na jego pieszczoty. Był aktywny, bardzo aktywny – to lubię, jak się facet mną zajmuje… Miał bardzo fajnego fiuta – prosty, dłuższy niż przeciętna krajowa i proporcjonalnie do tego gruby, z przepiękną okrągłą i lśniącą główką. Nieowłosiona klata i brzuch, delikatny zarost podbrzusza i umięśnione uda – aż przyjemnie było ciągnąć takiego druta.

Rozłożyłem jego fotel nie przerywając pieszczot jego ciała. Teraz on leżał i pozwalał się pieścić. Zastanawiałem się jak uda nam się odbyć stosunek w aucie, gdy on zadarł nogi do góry i okazało się że jest to możliwe. Moim oczom ukazał się słabo owłosiony rowek ulokowany pomiędzy dwoma jędrnymi pośladkami. Bez zastanowienia dobrałem się językiem do niego. Pieszcząc go na przemian to językiem, to masując palcem jego mały otworek podszczypywałem jednocześnie jego sterczące sutki. Mruczał cichutko z rozkoszy.

– Wejdź już we mnie – poprosił. Bez słowa przybrałem odpowiednią pozycję i delikatnie naparłem swoim fiutem na jego otwór. Rozstąpił się zasysając wręcz mego gnata. W pierwszej chwili na jego twarzy odmalował się cień bólu, ale za chwilę pojawiła się rozkosz. Moje podniecenie już dawno osiągnęło maksimum, tak więc ruszyłem do ostrego galopu, obijając się biodrami o jego wypięte pośladki. Taka jazda w takim stopniu podniecenia nie mogła niestety trwać wiecznie. Odleciałem osiągając rozkosz jakiej nie doznałem od bardzo długiego już czasu. Drgawki ciała jakie mnie ogarnęły trwały bardzo długo a ja pewnie dla obserwatora z zewnątrz przypominałem człeka w ataku padaczki.

Tuż po mnie doszedł także mój blondyn onanizując się dość ostro, jak na takiego delikatnego kochanka, jakim był jeszcze kilka minut temu. Takiego wytrysku nie widziałem w życiu. Potężny strumień spermy wystrzelił, lądując na jego policzku i skroniach. Za chwilę kolejny, tym razem trochę słabszy, lądując na jego szyi. I kolejny, na klacie… Nie zważając na AIDS czy inne choróbsko pochyliłem się i zlizałem z szyi, z policzka jego ciepła spermę.

A potem długi, namiętny pocałunek i padłem zdyszany na niego. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę i marzyłem, aby tak chwila trwała wiecznie. Życie jednak nie czeka i czas biegnie nieubłaganie. Musieliśmy się pozbierać i wyruszyć w dalszą drogę. Oczywiście zaproponowałem mu, aby te kilka dni spędził ze mną w hotelu, ale odmówił.

– Panna na mnie czeka na campingu wraz z całym towarzystwem. Jestem biseksem – zaśmiał się widząc moją głupią minę.

Wysadziłem go tam gdzie chciał i na tym urwała się nasza znajomość. Nie miał, a może nie chciał podać numeru komórki do siebie.

– Może kiedyś się jeszcze spotkamy – rzucił mi na odchodne i niedwuznacznie się uśmiechnął. A ja? Cóż, dojechałem do hotelu i dalszą część delegacji spędziłem bez żadnych ekscesów. Któż mógł przebić mojego autostopowicza? Autostopowicz.

Tagi :