Tymczasem przed maturą

Ogłoszenia towarzyskie, anonse erotyczne 16 sierpnia, 2020 Brak komentarzy

Tymczasem przed maturą

OPOWIADANIE GEJOWSKIE.

Tymczasem przed maturą Maciek nie miał dobrego dnia. Czuł się zmęczony i przygnębiony, nawet filmiki na Redtubie przestały go cieszyć. Te same obnażone cycki, liżące się po nich małolaty, a nad wszystkim czuwająca trzecia laseczka, która mniej więcej w połowie dołączy się do nich z lubieżnym jękiem. Penis stawał, ale ręka nie paliła się do zaspokajania go. Tego dnia czuł, że potrzebuje jakiejś odmiany. Seks? Ale z kim? Wszystkie jego koleżanki były takie grzeczne, takie ułożone… Nawet nie piły dużo, tyle co dwa piwa. Myślały, że tym sposobem stają się łagodne, wyważone, że są damami, ale każdego faceta kręci przecież odrobina dzikości.

Wstał wcześnie rano; nie mógł spać. To była ostatnia sobota przed maturą i miał szczere chęci poświęcić ją na naukę. Wiedział, że i tak raczej nie zdoła już przyswoić żadnej wiedzy: matka przypominała mu o tym kilka razy dziennie, ale przynajmniej będzie miał czystsze sumienie. O jedenastej miał wpaść kumpel, pomóc mu w podsumowaniu „wiedzy” z geografii. w porządku. W domu nikogo już nie było, poczłapał więc do kuchni, reasumując, że jak zwykle nie ma nic do jedzenia, po czym poszedł pod prysznic. Chłodne strumienie obmywały mu całe ciało, szampon spływał po jego nagim torsie. Czuł prawdziwą rozkosz, czuł, że nic mu nie zagraża… Nie zauważył, kiedy drzwi od łazienki się uchyliły.

Jego ręka powędrowała do penisa i zaczęła go delikatnie pocierać. Nie wiedział, skąd nagle poczuł w sobie taką moc. Oczyma wyobraźni widział jakąś parkę, turlającą się po łóżku. Jej wielkie cycki i jego wielkiego… penisa… zdziwił się. Nigdy nie myślał o penisach, gdy się masturbował. ale było mu tak dobrze… Doszedł dość szybko, wydając z siebie jednoznaczne jęki i otworzył oczy. To, co zobaczył, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Po drugiej stronie drzwi kabiny prysznicowej stał… Mateusz! Jego kumpel, który miał mu pomóc w nauce. Maciek nie wiedział, co ma robić. Wywalić go za drzwi? Dokończyć prysznic?

Czuł się dziwnie.

– Co tu robisz? – zdołał wyjąkać.

– Siema… sorry bra, nie mogłem spać, więc jestem wcześniej. Zapomniałem uprzedzić….

– Okej, cze, ale co robisz w mojej łazience? BIORĘ PRYSZNIC.

– Tak… Widziałem właśnie… – uśmiechnął się pod nosem. – Sorry naprawdę, szukałem cię po całym mieszkaniu. Wyluzuj, znamy się od dziecka, widziałem już twoją fujarę… okej, okej, już idę. Czekam w pokoju.

Skończył się myć, zawiązał na biodrach ręcznik i, ociekający wodą, poszedł do kuchni. Zrobił sobie i koledze jakieś kanapki i wrócił do pokoju.

– Dzięki, stary. umieram z głodu.

– Spoko. Muszę się przebrać. – Maciek zrzucił z bioder ręcznik i założył bokserki na swoje twarde pośladki. zdziwiło go, że jego kutas nagle stanął… Nie zwrócił na to jednak większej uwagi. Włożył jakieś rozciągnięte dresy i starą koszulkę. zazwyczaj był odstawiony od stóp do głów, nawet czapkę dobierał pod kolor butów, ale tego dnia nikt poza Mateuszem go nie zobaczy. Odwrócił się do kolegi, który kończył swoje kanapki.

– Zabieramy się? Zapuść jakąś muzę, bra.

Maciek włączył swój ulubiony album r’n&b i wyjął zeszyty do geografii z całego liceum.

– Myślisz, że zdążymy to dzisiaj przerobić?

– Całości nie, wybierzemy najważniejsze rzeczy. Też zdawałem geografię, wiem jak to wygląda. Mam nadzieję, że prowadziłeś sumiennie notatki… Ja też mam tu co nie co – dodał, wyjmując z plecaka jakieś stare notatki. – Czułem, że jeszcze się przydadzą.

Aż do obiadu wkuwali podziały polityczne, budowę ziemi, pojęcia dotyczące kosmosu i gleb. Około drugiej oboje zgłodnieli.

– Wykombinuję coś, bra.

– Lepiej ja, a ty wkuwaj. Masz, do obiadu masz umieć te pojęcia.

– Stary… potrzebuję odpoczynku…!

Mateusz chwycił go jednak mocno za kolano i, niby to żartem, kazał mu wracać do książek. Maciek popatrzył na niego zaskoczony i poczuł, że rośnie. Żeby nie dawać tego po sobie poznać, usiadł przy biurku, podpierając głowę dłonią. Nie myślał o tym, co przed chwilą zaszło, bo czuł, że zwariuje. Wkuł pojęcia bardzo szybko, i czekał na Mateusza (który pichcił coś w kuchni), myśląc…

Właściwie nie wiedział, co i o czym ma myśleć, bo nic się nie stało, ale czuł, że jest coś w powietrzu, co czyni to spotkanie…lepszym. Innym. Poszedł do kuchni; Mateusz nie zauważył go, stał nad garnkiem, próbując jakiejś potrawy. Maciek stanął za nim blisko. za blisko.

– Czuję twój oddech – powiedział Mateusz, a Maciek ni stąd, ni zowąd, pocałował go w szyję.

– Co robisz? – zapytał maćka miękko, bez śladu zdziwienia. Obrócił się do niego i pocałował go w usta. Całowali się tak przez chwilę, aż z garnka zaczęło kipieć. Oderwali się więc od siebie i rzucili się ratować potrawę. Gdy usiedli przy stole nad przypalonym lekko obiadem, żadne się nie odzywało.

– Maciek… – zaczął w końcu Mateusz, niepewny, co robić.

– Bra… nie kontynuujmy tematu. Nic się nie stało. Smacznego. Po obiedzie uczyli się jeszcze chwilę, ale oboje czuli, że coś im ta nauka nie idzie. Oboje byli rozkojarzeni, nie mogli się na niczym skupić.

– Myślę, że nie zdam tej matury – odezwał się w końcu maciek, po kolejnej błędnej odpowiedzi udzielonej na pytanie Mateusza.

– Wiesz, wcześniej wydawało mi się, że mam to gdzieś, ale teraz… zostały dwa dni, kumasz? Nie zdążę się już niczego nauczyć. Ale co ja zrobię? Moja matka będzie… załamana. Mateusz przysunął się do maćka i popatrzył na niego uważnie.

– Posłuchaj, stary, jesteś moim najlepszym kumplem od zawsze i nigdy bym cię nie okłamał. Zdasz tą maturę, bo jesteś cwany i ze wszystkiego wychodzisz cało. Nie przejmuj się.

Maciek poczuł, że do jego oczu napływają łzy.

Co on robi? Nigdy nie płakał, nigdy nie był taki miękki… A teraz pozwolił, żeby kumpel go przytulił i głaskał po włosach jak małe dziecko!

Czuł się taki słaby… Nie zauważył, kiedy znów się pocałowali.

Nie myślał. Nie rozważał, co robi i czy dobrze robi, bo tego chciał. A zawsze dostawał to, czego pragnął. Wzdrygnął się lekko, gdy ręka kolegi powędrowała do jego krocza, ale przypomniał sobie jego poranne słowa „nie raz widziałem twoją fujarę” i poczuł, że jest w porządku. Położyli się powoli na łóżku, zrzucając notatki na podłogę.

Ręka Mateusza objęła penisa maćka i zaczęła posuwać go w górę i w dół.

Coraz szybciej i szybciej…

Maciek patrzył w oczy Mateusza i poczuł się tak szczęśliwy, jak jeszcze nigdy. Było mu dobrze, bardzo dobrze… Chciał prosić Mateusza, żeby nie przestawał, ale nie musiał; czuł, że nie przestanie.
Widział rozkosz wymalowaną na jego twarzy, wiedział, jak mu dobrze.

Maciek doszedł niesamowicie szybko, a może tylko mu się zdawało? W każdym razie, dla niego było za mało.

– Teraz ja – szepnął i rozpiął rozporek Mateusza. Jego penis był wielki i bardzo twardy, tak dobrze leżał w dłoni maćka… Poczuł się dziwnie, dotykając innego kutasa, ale jednak czuł, że znajduje się on we właściwym miejscu. Miał wprawę w obciąganiu: ćwiczył to, bądź co bądź, codziennie. Wiedział jak sprawić Mateuszowi radość i udało mu się. Orgazm był wypisany na jego twarzy, a litry spermy mówiły same za siebie.

Odpoczywali chwilę, przytulając się i całując. Nie mówili nic do siebie, bo słowa były tu zbędne. Nie wstydzili się też, bo sprawy doszły tak daleko, że wstyd byłby tu nie na miejscu, nie było już czego tuszować. Po chwili oboje znów nabrali ochoty. Mateusz postanowił jednak odrobinę urozmaicić rozrywkę. Wziął penisa maćka do ust i zaczął go zachłannie lizać i podgryzać delikatnie. Maciek wił się w konwulsjach, będąc zdolnym wydusić z siebie jedynie błogie jęki rozkoszy. Mateusz połknął jego spermę, a Maciek zapragnął tego samego. Chociaż pierwszy raz w życiu robił loda, czuł się w tym bardzo mocny. I chyba naprawdę tak było, bo Mateusz doszedł już po chwili. Maciek wahał się chwilę, czy ma połykać jego nasienie, ale ciekawość była silniejsza. Smakowało dziwnie, ni to słono, ni to słodko, ale bardzo dobrze. Za oknami zrobiło się już ciemno, jednak maciek wiedział, że matka wyjechała na konferencję i wróci dopiero następnego dnia po południu. Czuł się spokojny.

Zasnął w ramionach Mateusza, czując się bardzo szczęśliwym. Przebudził się w nocy; była trzecia, wiedział, bo wskazówki zegarka świeciły mocno, rozpraszając mrok. Popatrzył na Mateusza, wtulonego w niego całym ciałem.

Oboje byli nadzy. Miał już iść spać dalej, gdy nagle usłyszał szeptanie:

– Śpisz?

– Nie – odszepnął, niepewny, jakie konsekwencje będzie miała dla niego ta odpowiedź.

– Chcę porozmawiać, o tym co się zdarzyło… Bo jeśli uważasz, że przesadziliśmy, że…

– Ćśśś. nic nie mów. – Maciek położył palec na ustach Mateusza.

– Jestem szczęśliwy… Nareszcie odnalazłem siebie… Dziękuję ci za to. – pocałował go w usta namiętnie, jak tylko on potrafił.

– Ale jest coś…

– Tak?

– Zrobiliśmy wszystko, oprócz jednego…

– Nie wiem, czy to dobry pomysł… Dopiero zaczynasz, uczysz się, a taki skok na głęboką wodę…

– Posłuchaj, pragnę cię! Pragnę być z tobą najbliżej jak to możliwe. Miałem cię w ustach, ty miałeś mnie, ale to nie to samo co czuć ciebie w sobie! Zaczęli się całować, a Mateusz skierował swojego palca ku odbytowi maćka. Zaczął wkładać mały paluszek w jego kakaowe oczko, posuwać delikatnie…

Maciek na chwilę zaprzestał akcji języczkiem. Było mu dobrze, tak dobrze…

Czuł w sobie jakąś część Mateusza, to było bezcenne doświadczenie. Po chwili Mateusz wyjął z niego palec i obrócił maćka na brzuch. Rozszerzył mu lekko nogi, delikatnym, zwinnym ruchem i wszedł z niego powoli. Maćka bolało, ale nie dawał nic po sobie poznać, bo tak bardzo chciał go całego w sobie poczuć. Gdy Mateusz zaczął poruszać w nim penisem, jednocześnie dotykał jego rycerza. Zwinnie i szybko pocierał ją, pieścił jego jaja. Maciek dochodził, Mateusz – wnioskując z jego jęków – też. nagle Maciek poczuł, jak ciepła maź rozlewa się w nim i po jego pośladkach.
To tylko pogłębiło jego orgazm. Spuścił się na łóżko, obryzgując także wszystko dookoła: ściany, podłogę, meble. Po wszystkim zasnęli przytuleni do siebie, czując, że od teraz należą już tylko do siebie: on – umięśniony, silny, zawsze zrelaksowany i on – wesoły, przystojny, o wielkim sercu.

Była czwarta zero pięć.

Tagi :